Targi dla dziewiarek, czyli relacja z Targów Wool Fashion

Targi Wool Fashion wzbudzają u mnie ogromny sentyment. Były to bowiem pierwsze targi dziewiarskie, na których byłam. Tak się akurat złożyło, że była pierwsza lub druga edycja, czyli całkiem na początku drogi. W tym roku odbyła się już VII edycja i naprawdę widać ogromną różnicę. Z roku na rok targi cieszą się coraz większą popularnością. Pojawia się wielu wystawców, a same targi cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

Dla mnie targi niezmiennie kojarzą się z możliwością zobaczenia nowości. To dla mnie swoisty przegląd rynku dziewiarskiego, który pozwala mi dotknąć i zobaczyć na żywo włóczki i akcesoria dziewiarskie, o których w innym przypadku nawet nie miałabym pojęcia. Nie ukrywam, że w tym roku 67 wystawców na ogromnej hali zrobiło na mnie przeogromne wrażenie.

To tak jakbyście weszły do ogromnej i najlepiej zaopatrzonej pasmanterii wielkości wielkopowierzchniowego marketu! Od mnogości faktur i kolorów można było dostać włóczkowego zawrotu głowy.

Na targach oprócz mnogości włóczek i różnego rodzaju akcesoriów dziewiarskich, można było znaleźć też pieczołowicie wykonane chusty i swetry. Więc nie dość, że mogliśmy poznać włóczki to jeszcze widzieliśmy, jak zachowują się one w gotowych wyrobach. 

W tym roku miałam dosłownie chwilę na odwiedzanie stoisk wystawców, ale pomimo tego udało mi się dostrzec kilka dziewiarskich perełek. W oczy rzuciła mi się np. Żakardowa dzianina dwustronna Karoliny Adamczyk, znanej w świecie dziewiarskim jako kroopa.knits

Udało mi się nawet upolować szydełko tunezyjskie i niezwykle miękkie merino i to chwilę przed zamknięciem! 

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego ganiałam po hali z włóczkowym szaleństwem w oczach i co miało taką siłę, żeby odciągnąć mnie od niej… 

Otóż Wool Fashion to nie tylko targi, ale też warsztaty.

W tym roku szkoliłam się u Małgosi i Karoliny z Biznes Bez Cukru. I to właśnie tutaj, na szkoleniu wypełnionym wiedzą po brzegi spędziłam większość swojego targowego czasu.

Dziewczyny mają ogromną wiedzę, którą przekazują w bardzo merytoryczny sposób i bez owijania w bawełnę. Myślę, że każdy, kto kiedykolwiek zadawał sobie pytanie, czy da się żyć z marki handmade, powinien zajrzeć do dziewczyn i poszperać w szkoleniach niczym dziewiarka we włóczkach 😀

Tym bardziej że nadarza się ku temu doskonała okazja! Zapytałam Gosię i Karolinę czy przygotowałyby dla Was specjalny kod rabatowy… I wiecie co? Zgodziły się!

Kod obowiązuje od dziś do Mikołajek.  Wystarczy, że w miejscu Posiadam kod rabatowy  wpiszecie HEARTOFCOTTON, a zostanie Wam naliczony rabat* w wysokości 20% !
 (*nie łączy się z innymi promocjami)

Kod rabatowy: HEARTOFCOTTON

Przysięgam, te dziewczyny są pozytywnie zakręcone (mam na to dowód – patrz zdjęcie), a na biznesie handmade znają się jak mało kto. 

I wreszcie targi to okazja do spotkań z osobami, które znamy “z internetu”

To tutaj nawiązują się znajomości “w realu” i nadarzają się okazje do miłych spotkań i ciekawych rozmów. Ja zawsze się cieszę, gdy uda mi spotkać inne “maskotkary” na targach. Tak poznałam osobiście m.in. Kasię (Plączenitka), Anię (Piskorzanki) czy Gabrysię (Voojciczka). 

Bardzo miłe są też spotkania, kiedy to Wy mnie rozpoznajecie i mówicie “Hej testowałam Twój wzór” albo “Robiłam lalkę i misia od Ciebie”.

To są zabawne sytuacje, bo często znam Was z profilów, gdzie pokazujecie wyłącznie swoje prace i zanim nie podacie mi nicku z mediów społecznościowych to nie wiem z kim rozmawiam.

Podsumowując:

Uważam, że takie targi są bardzo potrzebne. To dzięki nim (między innymi) wzrasta świadomość ludzi, którzy zauważają wartość i piękno rękodzieła. Jest to rynek, który niewątpliwie prężnie się rozwija, co widać zarówno u wystawców jak i u twórców wzorów. Ja osobiście bardzo się cieszę, bo jednej strony czuję ekscytację, że muszę się ciągle rozwijać, żeby nie wypaść z rynku, a z drugiej… nie martwię się, że będę musiała się szybko przebranżawiać.  

Wiosną przyszłego roku odbędą się Targi w moim mieście, czyli w Krakowie, na które już dziś gorąco Was zapraszam 🙂